środa, 3 czerwca 2009

Czego to sie nie robi

Pare tygodni temu wybralismy sie z malym na wycieczke rowerowa no i oczywiscie nie obylo sie bez zakupu balonika przdstawiajacego ptaska. Radosci bylo po uszy bo ptaszydlo latalo malemu nad glowa i na kazde pociagniecie sznurka wracalo na ziemie. Niestety w drodze powrotnej ptasiek przywiazany za malym do siodelka,fruwajac zetknal sie z krzakiem i jego nedzne szczatki przyczolgaly sie za nami ostatkiem sil. W domu przeprowadzilismy wprawdzie operacje na rozdartym oku no ale po nadmuchaniu ptasiek przestal latac. Ta wydluzona agonia trwala jeszcze pare dni az wreszcie zdecydowalismy sie pozbyc zwlok ptaszyska. Wyobrazcie sobie smyka ,ktory przez kolejny tydzien zagladal do smietnika wolajac "titti rotto ciao ciao" czyli (ptasiek zepsuty czesc czesc) i machal do niego raczka na pozegnanie. Przy kolejnych wyprawach oczywiscie jak tylko widzial baloniki ciagnal mnie do nich wolajac titti. Nie chcialam mu kupowac kolejnego ptaszyska bo to juz nawet nie chodzi o 5 euro za zbawke ktora zyje dwie godziny, ale zeby mu oszczedzic kolejnego rozstania ze zwierzem. Tak oto powstal klon ptaska z resztek zoltego materialu i ze starych jaskow, nie lata ale mozna po nim skakac i spac na jego wielkiej glowie jak na poduszce. Przez krytyke i kontrole jakosci moj klon przeszedl bez obaw bo jak tylko zaczelam go wypychac maly zawolal "titti" i z radoscia wyrwal mi go z rak. To chyba byl najpiekniejszy komplement jaki otrzymalam za moje zdolnosci krawieckie.

wtorek, 26 maja 2009

Mikolajki w maju czyli secret pal


Wczoraj przyszla do mnie paczuszka z niespodzianka. To tak jakby w maju odwiedzil mnie Mikolaj zeby spelnic moje robotkowe zyczenia. A w paczce same cudownosci; dwie pyszne czekoladki, pieknie pachnaca herbata,dwie podstawki pod kubek z Gdanska, no i oczywiscie welenka. Z blekitnej zrobie sweterek dla mojego smyka, a z tego cudnego rozowego moherku szal dla siebie. Dziekuje ci slicznie Joasiu nie moglas trafic lepiej w moje gusty.

poniedziałek, 18 maja 2009

Nadrabiam zaleglosci


Sporo czasu minelo od ostatniego wpisu robotkowego, ale na usprawiedliwienie powiem ze wcale sie nie obijalam. Wiecie jak to jest pogoda coraz ladniejsza(tutaj juz mamy lato-upaly 30 stopniowe), dzieciak coraz wiekszy i spokojnie nie usiedzi wiec lazimy po wszystkich parkach,jezdzimy na rowerze, kopiemy dziury w ogrodku itp. A na robotki zostaje niewielki wycinek czasu wieczorem jak juz padam "twarza na pysk" ze zmeczenia. Na dodatek robie teraz czarna sukienke azurowym wzorem, przy czym polaczenie czarnego z wieczorem i ze zmeczeniem nie daje obfitych postepow w dzierganiu. Ale jak juz wspomnialam wcale nie leniuchowalam , wreszcie dorwalam sie do maszyny do szycia i stworzylam malemu kurtke z resztek jeansu,a dla siebie spodnice do ukonczonej w miedzyczasie bluzeczki.






Mialam racje wlokno bambusowe rewelacyjnie sie nosi. Idealne na lato polecam.Do pelni szczescia przydalby mi sie jakis ladny naszyjnik ze szklanym wisiorkiem w kolorze odpowiednim do calosci-trwaja poszukiwania. Ostatnio szukam tez bosaczkow na lato ale pomimo przesytu wloskiego rynku jakos nic mi nie podchodzi, jakas wybredna sie ostatnio zrobilam!?



poniedziałek, 11 maja 2009

Majowki mi nie sluza?

Mam straszne zaleglosci ze wszystkim. Z robieniem na drutach, z pisaniem, z szyciem,z porzadkowaniem zdjec w komputerze ale za to wyprasowalam cala gore ciuchow i zmienilam rzeczy w szafach z zimowych na letnie. A to wszystko dlatego ze wypad nad jezioro pierwszego maja chyba nam zaszkodzil i dopadlismy jakiegos potwornego wirusa. Oszczedze wam szczegolow ale faktem jest ze najpierw maly lezal przez trzy dni z goraczka i zuzyl wagon pampersow a po trzech dniach ja bylam czestym uczestnikiem lazienki, jakim cudem uchronil sie od tego moj maz nie wiem ale jakos mu sie udalo. W trakcie tego bardzo atrakcyjnego tygodnia nie mialam zdrowia (ha,ha,ha) do niczego wiec zalegle zdjecia pokaze jak tylko sie za nie zabiore.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Bluzeczka "XY"





Dlaczego "XY"? No popatrzcie same. Spodobal mi sie pomysl zrobienia letniej bluzeczki z dziurami na przodzie, oczywiscie nie obeszlo sie bez przerobek,bo ja musze po swojemu.








Tylko ze wyszla toche za krotka i za szeroka jak na moje gusty. No coz sprobuje ubrac ze dwa razy, zobacze jak sie nosi. W ostatecznosci spruje i zrobie od nowa.









Po dluzszym przemysleniu doszlam do wniosku, ze wloczka jakiej uzylam chyba nie nadawala sie do tego akurat projektu.














Obecnie jestem prawie na finiszu kolejnej robotki tyle ze tym razem kupilam to co zalecali w gazetce (oczywiscie musialam cos swojego wcisnac,wiec stanelo na zmianie koloru). Wloczka to Bamboo firmy Mondial http://www.lanemondial.it/home/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1&lang=Italiano i musze powiedziec ze rewelacyjnie sie z niej robi,przyjemna w dotyku i bardzo rowno sie uklada,jestem pewna ze rownie dobrze bedzie sie nosila.



środa, 8 kwietnia 2009

Pannacotta con le fragole

Pannacotta w doslownym tlumaczeniu znaczy gotowana smietana a chodzi tutaj najzwyczajniej w swiecie o pyszny deser do zrobienia w pare minut. W moim wykonaniu wyglada to tak:

250 ml mleka
250 ml slodkiej swiezej smietanki
2-3 "listki" zelatyny (okolo 15 gr)
125 gr cukru
aromat waniliowy lub paczka cukru waniliowego(wtedy dajemy mniej cukru)
500 gr swiezych truskawek

Zagotowac mleko ze smietana, cukrem i aromatem. W miedzyczsie namoczyc listki zelatyny w zimnej wodzie, poczym lekko wycisnac i rozpuscic w cieplym mleku. /Jesli uzywacie zelatyny w innym stanie np. w proszku sledzcie wskazowki i proporcje na opakowaniu./Wlac do odpowiedniej foremki np. takiej do robienia budyniu i wstawcie do lodowki conajmniej na 3 godziny przed podaniem.
Truskawki umyc, obrac z szypulek i pokroic, wrzucic do garnka,dosypac 2 lyzki cukru i podgotowac 2-3 minuty tak aby otrzymac sosik z kawalkami owocow.
Krotko przed podaniem wyciagnac deser na talez i polac sosem z truskawek. Powinien miec konsystencje galaretki, ladnie sie kroi i wygodnie je lyzeczka. Mowie wam palce lizac. Kiedy brakuje swiezych owocow takich jak truskawki czy mieszanka owocow lesnych (mniam!) mozna uzyc gotowe syropy owocowe lub przygotowac sos z mrozonek. Smacznego!
P.S. Z tego co widzicie na zdjeciu od wczoraj juz zostala tylko polowa.




A na polu robotkowym dzieje sie cos nowego!




Doprawdy niewiem jak sie to stalo ze do tej pory nie mialam bladego pojecia o istnieniu czegos takiego jak szydelko tunezyjskie.Przeczytalam o nim jakis tydzien temu na gazetowym forum robotkowym i tak mnie to zaintrygowalo ze postanowilam sie temu blizej przyjzec. Po dokonaniu wglebnej obserwacji i po wstepnym przeszkoleniu doszlam do wniosku ze to zdecydowanie cos dla mnie, normalnie milosc od pierwszego wejrzenia (a moze raczej od pierwszego dziergania). Oczywiscie w mojej pokreconej naturze istnieje taki pierwiastek jak utrudnianie sobie zycia wiec dzierganie gladkim sciegiem wydawalo mi sie zbyt banalne, dlatego tez kombinuje i wymyslam sobie rozne wzorki. W planach mam juz pewien projekt do wydziergania tym sposobem ale narazie obiecalam sobie ze skoncze to co zaczelam. Myslicie ze tym razem dotrzymam danego sobie slowa? Ja osobiscie w to watpie.

niedziela, 5 kwietnia 2009

Nareszcie wiosennie



Wyprowadzilam "niedzwiedzie lapy" na spacer





Tutaj zrodlo inspiracji dla moich stworow z niedzwiedzimi lapami w tle no i oczywiscie kolejna robotka juz rozpoczeta


Dzisiaj po raz pierwszy od tygodnia wylazlo slonce i zrobilo sie wiosennie,wiec udalo mi sie wyprowadzic na spacer malego,meza no i moje niedzwiedzie lapy skorzystalam wiec z okazji zeby zaprezentowac mojego twora na zdjeciu w plenerze i o dziwo nawet wyszlam na nim po ludzku.


Moje wielkie podziekowania po raz kolejny dla dagi http://dagi35.blox.pl/html za udostepnienie wzoru z dokladnym opisem i dla anparhttp://anpar40.blogspot.com/ za wskazowki co do dlugosci rekawa, juz uwielbiam te bluzke i nie wykluczone ze niebawem powstanie kolejna. Jak narazie musze jednak doprowadzic mieszkanie do stanu ogladalnosci bo swieta tuz tuz a wokol istne pobojowisko. Maz stwierdzil ze ostatnio nasze mieszkanie przypomina nielegalny zaklad wlokienniczy pelno tu welny i wloczek w motkach i moteczkach roznych wielkosci, a to wszystko dlatego ze wzielo mnie na robienie porzadku w szafach a te wielkie szpule z wloczkami, ktore kupuje na targowisku nijak sie w szafie nie mieszcza wiec przewijam sobie duze motki na male moteczki i chowam do pudelek ludzac sie tym ze tak uporzadkowane nie beda straszyly iloscia.